banner_004
banner_001
banner_009

Wywiad z dr hab. Wiesławem Dembkiem, przewodniczącym Komisji ds. Ochrony Mokradeł, Obszarów Słodkowodnych i Morskich Państwowej Rady Ochrony Przyrody (PROP)

 

BAGNA.PL: Około 90% mokradeł Polski jest w większym lub mniejszym stopniu odwodnionych. Co z tego wynika dla strategii ochrony tych ekosystemów?

WIESŁAW DEMBEK: Przede wszystkim trzeba mieć w zasięgu widzenia bagna zarówno naturalne, jak i odwodnione, działając na rzecz ich przyrodniczej restytucji. Warto bowiem pamiętać, że problem ochrony bagien to w dużej problem ochrony zasobów wodnych.

Ostatnio znów obserwowaliśmy w kraju nasilenie działań hydrotechnicznych, które kłócą się całkowicie z postulatem ochrony wody...

Tak, ostatnio dużo się działa na rzekach, czy to budując zbiorniki retencyjne pod hasłem małej retencji i ochrony przeciwpowodziowej, czy na odwrót - regulując rzeki - także pod hasłem tejże ochrony. Trzeba jednak pamiętać, że woda, która dotarła do rzeki, jest właściwie u kresu swej wędrówki, która zajmuje jej często dziesiątki lub setki lat. Musi, filtrując się powoli przez pory gruntowe, spłynąć z wododziału, zasilić po drodze bagna, oczka, wody gruntowe i głębsze poziomy wodonośne, nasycić glebę i zaspokoić pragnienie roślin, ludzi i zwierząt. W końcu ta mająca kilkadziesiąt, czy kilkaset lat kropla wody trafia do jakiegoś rowu lub drenu melioracyjnego... i po paru godzinach już jest w rzece. To jest trochę tak, jakby spacerujący, zamyślony człowiek poślizgnął się i nagle zjechał po śliskim zboczu. Ani się obejrzy, a już siedzi w kałuży na dole.

Czy odpływ wody można powstrzymać?

Gdy w rowie podniesiemy wodę zaledwie o 10 cm, to w glebie mineralnej zatrzymamy 200 ton wody na powierzchni zaledwie 100 x 100 m. W glebie torfowej będzie to 800 ton. Ta woda zasili uprawy polowe, ruń łąk i pastwisk. A co ważne, "podeprze" wody żywych, naturalnych jeszcze bagien, które przecież powszechnie podsychają, bo oddziaływają na nie otaczające je, odwodnione tereny. Zasili także obniżenia terenowe, które kiedyś były oczkami wodnymi. Nawet, gdy wodę zatrzymujemy w rzece, to skierowanie jej z powrotem jest trudne i energochłonne, bo woda nie lubi płynąć pod górę. Nie bez powodu odchodzi się w melioracjach od nawodnień wodami rzecznymi, których w lecie brakuje, a mówi o konieczności regulowania odpływu. Tylko, że tego odpływu w naszym kraju się nie reguluje, bo nie ma czym. Tysiące rowów melioracyjnych jest bowiem pozbawionych zastawek.

Skutki przyrodnicze odwodnienia torfowisk są bardzo szerokie...

Silnie odwodnione gleby organiczne - głównie torfowe - ulegają stopniowemu zanikowi, a produkty rozkładu ich materii organicznej zanieczyszczają wody i atmosferę. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że proces definitywnego zanikania płytkich złóż torfowych trwa bez przerwy. Tak więc torfowiska zmniejszają nie tylko miąższość swych złóż, ale także swoją powierzchnię.

Lansuje Pan ostatnio ideę restytucji urządzeń piętrzących w istniejących systemach melioracyjnych. Czy nawodnienia mają szansę przyjąć się w Polsce na większą skalę?

To oczywiście nie jest idea nowa, tyle tylko, że chyba nadchodzi na nią sprzyjająca pora. Jeśli udałoby się zacząć zatrzymywać wodę wyciekającą bezproduktywnie z sieci rowów odwadniających, to powstrzymamy w znacznym stopniu ten proces, a jednocześnie doczekamy się może bogatych biocenotycznie wilgotnych łąk w naszych dolinach, zamiast zasuszonych nieużytków, gdy trafi się dłuższy okres bezdeszczowy. Pamiętam, jak w roku 2002 rolnicy bili się o siano z bagien, żeby mieć czym wyżywić bydło przez zimę, bo na zmeliorowanych łąkach go nie było.

A więc zmiana gospodarowania wodą wynika nie tylko z potrzeb ochrony przyrody?

Tak naprawdę widać coraz wyraźniej, że nawodnienia leżą w interesie wszystkich:

  • ochrony przyrody - bo każde 10 cm bliżej do wody gruntowej to możność zaistnienia dla kilku lub kilkunastu higrofilnych gatunków na łące uprawnej,
  • rolników - którzy zbiorą plon nawet w czasie suchego lata,
  • ochrony przeciwpowodziowej - bo wodę użytą do nawodnień wykorzystają gleba i rośliny, a więc nie trafi ona do rzeki.

Na koniec pytanie praktyczne: czy rzeczywiście jest szansa poprawy?

Będziemy mieli coraz więcej możliwości nadrobienia zaległości w rolniczej gospodarce wodnej dzięki funduszom unijnym przeznaczanym na rozwój obszarów wiejskich. Pytanie tylko, czy z tych możliwości skorzystamy.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

 

Rozmawiał Wiktor Kotowski

15.10.2004

Aktualności