banner_005
banner_001
banner_006

Takich rzek jak ta jest setki. Płynie pomiędzy łąkami, niezbyt szeroka, wyprostowana przed laty, krawędzie koryta równooddalone na całej długości. Tylko miejscami woda podmywa coraz wyższe brzegi. Z daleka zdradzają ją pojedyncze olszyny rosnące wzdłuż nurtu. Toczna, jeden z lewobrzeżnych dopływów Bugu.

Liczy sobie Toczna raptem 35 kilometrów długości. Nad rzeką leży kilkadziesiąt wsi i kilkutysięczne miasto: Łosice, w 2005 roku obchodzą pięćsetlecie nadania praw miejskich.

Miasteczko, którego zakłady przemysłowe w znacznym stopniu zanieczyszczają Toczną, korzysta z dobrodziejstw nadrzecznego położenia - w latach 60.

 

toczna1

Młyn we wsi Drażniew, fot. R. Zubkowiczktóre

 

XX wieku powstał tam zalew rekreacyjny. Gdyby nie widok sporego lustra wody, niełatwo byłoby dostrzec obecność płynącej równym korytem rzeczki.

Skąd się wzięła nazwa? Nie wiadomo, sięgając do przeszłości można się domyślać, że od "toczenia". Toczy Toczna swe wody i dziś, kiedyś jednak strumień wody toczył na użytek człowieka kilka młyńskich kół. Młyńskie koła przy zaporach obracały się dziarsko, a cechą rzeki która je napędzała mogła być właśnie "toczność".

Zupełnie nie jak obecnie, z rzeką wiązało się życie wsi nanizanych na jej kręty bieg. Kobiety chodziły do rzeki prać bieliznę i po wodę na użytek gospodarstwa. Pastuch przyganiał krowy do wodopoju, dzieci bawiły się w chłodnej wodzie latem. Włażąc do wody łapały w niej ryby i raki. Najgłębiej było oczywiście przy zaporach młynów, które gęsto obsiadły rzekę.

Dziś patrząc na rzekę aż trudno uwierzyć w to co o niej opowiadają najstarsi mieszkańcy Rudy, Tokar czy Ruskowa. Tamta Toczna sprzed lat wyglądała i płynęła zupełnie inaczej. Jak? Jak chciała. W wyniku melioracji nurt zamknięto w prostym na ogół kanale. Nadało to rzece tempa, a bystro płynąca woda z roku na rok pogłębiała koryto. Coraż niższa wysokość lustra wody cieku wywiera wpływ na to co dzieje się w jej najbliższej okolicy. Z każdym rokiem poziom wód na torfowiskowych łąkach ulega obniżeniu. Niewiele jej jest się w stanie uchować, zwłaszcza że łąki pokrywa sieć prostopadłych do nurtu kanałów.

 

toczna2

Młyn w Patkowie, fot. R. Zubkowicz

 

Na wzmianki jak wyglądała rzeka przed melioracją natknąłem się niespodzianie przeglądając dokumenty w Archiwum Głównym Akt Dawnych. Ich tematyka zupełnie inna, nie Toczna była w nich głównym tematem. Dotyczyły bowiem kompetencji dwóch sąsiadujących ze sobą kahałów żydowskich. W połowie XIX wieku Żydzi z kilku wsi na lewym brzegu Tocznej starali się doprowadzić do zmiany ich przynależności administracyjnej. Mieli po prostu zbyt daleko do synagogi w Sarnakach, znacznie wygodniej było im dotrzeć do Łosic. Jednak odległość była jedynym powodem. Wiosenną przeszkodą nie do pokonania stanowiły wylewy Tocznej, które: uniemożliwiają przebycie rzeki, znosi ona nie tylko łodzie, ale i mosty i groble. Już to, że po dziś niewielkiej strudze, trzeba było przeprawiać się łodzią, każdemu kto ją widział zdaje się nie wyobrażalnym. Dalej dokumenty opisują przeprawę, która o mały włos nie skończyła się tragedią. Odległość i trudności związane z przebyciem rozlanej rzeki powodowały samorzutną reorganizację zarówno kahału jaki i okolicznych parafii katolickich.

W końcu marca, kiedy przemierzam szlak Tocznej rowerem, aż uwierzyć nie mogę temu co przeczytałem w archiwum. Suchą nogą stąpam po suchych łąkach, niekiedy udaje mi się kawałek podjechać rowerem. I to ponad samym nurtem rzeki. Gdzie jest ta Toczna, która na kilka miesięcy rozdzielała świat mieszkańców pobliskich wsi na połowę? Gdzie w tej strudze mieściły się łodzie? W miesiącu, kiedy wody powinno być najwięcej, wstawiwszy drewnianą łódkę w poprzek koryta rzeki, można by niej przejść jak po kładce na drugi brzeg. Szeroka, płaska dolina, charakterystycznie drżące stąpnięcia podpowiadają, że kiedyś musiało tu być zupełnie inaczej.

Trzeba pamiętać, że to co się stało nad Toczną to żadna wyjątkowa sytuacja. W podobny sposób skanalizowano tysiące kilometrów rzek w Polsce.

 

toczna3

Młyn w Zaborzu, fot. R. Zubkowiczw

 

Dziś krajobraz,  którym rzeka płynie prosto jak z bicza strzelił, nie zastanawia się w niezliczonych mandrach, nie pozostawia opuszczonych zakoli, traktujemy jak coś swoistego. Tak to po prostu wygląda. Dobrze jednak wiedzieć, że to co widzimy to efekt zmian, których wpływ jest bardziej niż na pierwszy rzut oka rozległy. Po osuszeniu torfowych łąk i turzycowisk nad Toczną, zmienił się nie tylko świat przyrody. Wraz z wodą, bagienną niegdyś dolinę rzeki opuściły ptaki, przepadły najbardziej wrażliwe gatunki roślin. O ile jednak zmiany w krajobrazie przyrodniczym są dość oczywiste, o tyle trudniej obserwować zmiany w krajobrazie społecznym. A takie również miały miejsce - bo któż jeszcze nad Toczną potrafi zbudować drewnianą pychówkę, wie jak korzystać z kłomli albo chwytać raki, wie jak pracuje młyn napędzany wodą?

To prawda, że motorem zmian jest przede wszystkim czas, ale wpływu osuszenia i melioracji rzeki, z którą nierozerwalnie było związane życie wielu osiedli, nie sposób pominąć.

To w jaki sposób zmieniła się rzeka najlepiej dostrzegają osoby, których życie i praca zawodowa jest z nią ściśle związane. Kimś takim jest z pewnością Ryszard Kaczorowski, młynarz z Rudy Instytutowej. Nad rzeką mieszka, nad rzeką znajduje się jego miejsce pracy: drewniany młyn. Wciąż jeszcze czynna jest zapora piętrząca wodę na Tocznej i potężne drewniane koło, które obracało kamienie. Dziś jednak rzadko porusza je woda, częściej elektryczność. Młynarz to człowiek niemłody, mimo to wciąż inwestuje. Kiedy zwiedzam młyn, uwagę przykuwa świeżo zmontowany stalowy szkielet. Ma wzmocnić nadwątloną przez czas drewnianą konstrukcję.

- Panie, co to za woda w tę porę! Żeby ja teraz zastawę stawił, w marcu? Kiedyś to się czekało aby ta woda szybciej zeszła, żeby szkody nie narobiła. A teraz wiosną jej tyle, że i latem więcej było. Młynarz z rzeką musiał być za pan brat.

 

toczna4

Zaborze, fot. R. Zubkowicz

 

Chyba najbardziej wnikliwie obserwował zmieniający się poziom wody. Długoletnia konieczność obserwacji pozwala dokonać podsumowań, Kaczorowski nie potrzebuje wodowskazu, ma go w oczach. Wystarczy, że popatrzy na oglądane co dzień elementy piętrzące. I już wie co się święci, czy rok suchy czy mokry, jak długo czekać aż woda zejdzie, ile się po deszczach podniesie.

- Że sucho teraz, nikomu mówić nie trzeba. Ale jak się pamięta Tocznę czterdzieści lat temu, pięćdziesiąt: panie, toż to jak inna rzeka! Wiosną łąki zalane, jedno jezioro. Szczupaki, inna ryba szła na te płycizny na tarło. Chodziliśmy później z koszykami, wybierali. I jakoś nigdy jej nie brakowało. A ptaków ile było. Ileś pan czajek widział dzisiaj?

- No kilka par było.

 - ...to jazgot był kiedyś taki, że coś niemożliwego, jak się to wszystko odzywało po łąkach. Kulików różnych na długich nogach, czajek, kaczek. Byś pan zobaczył, byś nie uwierzył, żeś pan na tych samych łąkach co dziś.

Zdaniem rozmówcy młyny, które co parę kilometrów wznosiły się nad rzeką, nie pozostawały bez wpływu na nadrzeczny krajobraz. Wiosną woda sama szła i kręciła kołem, latem trzeba ją było łapać przed zastawą i w ten sposób regulowało się jej odpływ z łąk i bagien. Odkąd uregulowano bieg rzeki, a młyny przestały być potrzebne, woda szybko ścieka do Bugu nie zatrzymywana.

- Bo co z tego, że dobrze popada? Kiedy woda rowami do rzeki, a rzeką raz dwa do Buga spłynie. A kiedyś co parę kilometrów młyn stał: w Patkowie, w Zaborzu, w Tokarach, u mnie w Rudzie, w Ruskowie, w Drażniewie. To i było mokro, teraz nikt się nad takimi rzeczami nie zastanawia.

Osiem młynów, które niegdyś pracowały nad rzeką, dziś pozostały jedynie nadwerężonymi przez czas budynkami. A każdy młyn to nie tylko budynek i zakład produkcyjny - to była cała instalacja. By zapewnić napęd kołu, wody nie mogło być zbyt mało. Budowano więc system dodatkowych koryt, jazów, zastawek i stawów służących do zatrzymania spływu w suchych miesiącach letnich. Osiem tam na rzece liczącej 35 kilometrów. Nic dziwnego, że Toczna wyglądała inaczej, że i latem było w niej więcej wody.

 

toczna5

Czy młyny wrócą jeszcze nad Toczną?, fot. R. Zubkowicz

 

Niewielkie zakłady przetwórcze, jakimi były młyny, zniszczono wraz innymi przejawami prywatnej inicjatywy w pierwszych latach powojennych. Wysokie podatki, nad wyraz rygorystyczne kontrole utrudniały młynarzom prowadzenie działalności. Wielu nie wytrzymało presji i zamknęło swoje warsztaty pracy. Kiedy młyn zamknięty, nie było po co piętrzyć wody na jazach. W ten sposób racje polityczne, podobnie jak w przypadku entuzjastycznie wykonywanych melioracji wodnych, odbiły się zmianami w krajobrazie dolin rzecznych. Znikły z krajobrazu młyny, a wraz z nimi przepadła kolejna profesja.

W latach międzywojennych było na Tocznej aż osiem młynów (patrz fragment mapy WIG z 1937 roku). Do dziś ocalało sześć, po dwóch pozostałych zostały jedynie trudne do wypatrzenia ślady. Działają dwa, przy czym tylko jeden może być zasilany energią wodną, właściciel tego drugiego czyni przymiarki, by i w swoim młynie ponownie zainstalować turbinę wodną.

Mimo zniszczeń, jakich dokonał czas, wycieczka wzdłuż Tocznej może być bardzo interesująca. Młyny są zwykle ciekawie położone. Zachowane w całości urządzenia młyńskie można oglądać w Rudzie Instytutowej, w przypadku pozostałych, odtworzenie działającej niegdyś instalacji wodnej wymaga nieco wyobraźni i znawstwa.

Artych - pierwszy patrząc wzdłuż biegu Tocznej młyn. Najbliższy powiatowych Łosic, powstał w okresie międzywojennym, obecnie nieczynny i zniszczony. W dość dobrym stanie pozostała jedynie turbina.

Patków - najmłodszy spośród młynów nad Toczną, wybudowany w 1945 r. Działał jedynie trzy lata, a po zamknięciu zamieniono go na stodołę. Usytuowany z dala od wsi, w ostatnich latach znalazł nowego właściciela i jest przygotowywany do wykorzystania w agroturystyce.

Zaborze - jeden z największych i najdłużej działających młynów (lata 1915-1960). Drewniany, kryty gontem. Nieczynny przez wiele lat, ale z całkiem dobrze zachowaną infrastrukturą grobli i jazów. (fot. 2)

Myszkowice - jeden z dwóch nieistniejących dziś młynów. Ocalał jedynie jaz i pale wbite w dno rzeki.

Rusków - podobnie jak młyn w Myszkowicach - nie istnieje, zniszczony w 1944 r. w efekcie działań wojennych.

Tokary - młyn z tradycjami, największy nad Toczną, działający do dzisiaj, chociaż już nie wodny. Założony jeszcze przed I Wojną Światową, pierwotnie jako drewniany, obecnie murowany. Zamknięto go podobnie jak szereg inicjatyw prywatnych w latach 50. XX wieku. Od kilkunastu lat znów działa i jest przygotowywany do ponownego zasilania energią wodną.

Ruda Instytutowa - wybudowany 1923 r. Choć obecny właściciel wykorzystuje do napędu energię elektryczna, wodne urządzenia napędowe (drewniana turbina!) wciąż sa konserwowane i zdatne do wykorzystania.

Drażniew - ostatni przed ujściem do Bugu, znacznej wielkości młyn nad Toczną. Murowany, wraz z dobudowanym mieszkaniem młynarza powstał w 1935 r. Po śmierci właściciela popadał w stopniową ruinę. Podobnie jak młyn w Patkowie, został kupiony z przeznaczeniem na cele agroturystyki.

 

Rafał Zubkowicz

30.01.2005

Aktualności